• 12.10.2019Sobota 35
  • 12.10.2019Sobota 82
  • 12.10.2019Sobota 30
  • 13.10.2019Niedziela 43
  • 13.10.2019Niedziela 52
  • 14.10.2019Poniedziałek 33

Poziom w Futsal Ekstraklasie idzie w górę

04.06.19Utworzono
/uploads/assets/1857/201700929GIL097.jpg
W ciągu dwóch sezonów w najwyższej klasie rozgrywkowej zdobył 41 bramek. Przez kilka lat był jednym z ofensywnych filarów Słonecznego Stoku Białystok, w którego barwach w 2017 roku świętował awans do Futsal Ekstraklasy. Przyszły sezon spędzi jednak na Dolnym Śląsku.

Marcin Firańczyk przed kilkoma dniami podpisał kontrakt z Acaną Orłem Jelcz-Laskowice. Liczy na dalszy rozwój pod skrzydłami trenera Jesusa Lopeza Garcii i walkę o medale. Zapraszamy na rozmowę z rosłym snajperem, który grając w futsalowej I lidze spóźnił się na mecz, nie ze swojej winy.


- Kiedy po raz pierwszy zetknąłeś się z futsalem z prawdziwego zdarzenia? Co cię przekonało do tego, że zdecydowałeś się postawić na parkiet?


- Już w szkole podstawowej zetknąłem się z piłką halową, bo tak najczęściej się o tej dyscyplinie sportowej wtedy mówiło. Później Adrian Citko namówił mnie, żebym spróbował swoich sił w I lidze i muszę przyznać, że szybko złapałem tego bakcyla. Przez dłuższy czas łączyłem grę na parkiecie i dużym boisku, ale wymagało to ode mnie sporo wysiłku i poświęcenia. Grałem w trawiastej III i IV lidze w Wissie Szczuczyn i czasem zaliczałem dwa ciężkie treningi jednego dnia. Dodam jeszcze, że na zajęcia dojeżdżałem 100 kilometrów w jedną stronę. Pamiętam też, że kiedyś graliśmy mecz trzecioligowy na trawie w Elblągu i zaraz po jego zakończeniu pędziłem do Łodzi, bo tam MOKS mierzył się w I lidze z Malwee Łódź. Przebierałem się w strój meczowy w samochodzie, żeby zdążyć przed pierwszym gwizdkiem arbitra. Niestety, dojechałem w 5. minucie gry. W pewnym momencie powiedziałem sobie dosyć. Postawiłem wszystko na futsal i staram się realizować swój plan.


- Za Tobą dwa niezłe sezony w Futsal Ekstraklasie w barwach MOKS-u Słoneczny Stok Białystok. Zdobyłeś ponad 40 bramek, zagrałeś w meczu o Superpuchar Polski, zabrakło tylko awansu w obecnej kampanii do grupy mistrzowskiej?


- W tym sezonie zagraliśmy na miarę swoich możliwości. Nie udało nam się wycisnąć nic więcej, ale najważniejsze było zachowanie ligowego bytu. Chcieliśmy się bić z najlepszymi o medale w rundzie finałowej, ale drugi sezon jest zawsze dla beniaminka trudniejszy. Cieszę się ze strzelonych bramek, ale doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jeszcze sporo mi brakuje do najlepszych. Znam swoje słabe, mocne strony i ciągle nad sobą pracuję. Przeniosłem się z trawy na parkiet, więc trochę czasu zajęło mi wyeliminowanie nawyków z dużego boiska. Ciągle jeszcze pracuję na przyjęciem futsalówki, ponieważ chcę, żeby kleiła mi się bardziej do nogi. Czołowi zawodnicy w Polsce robią pewne rzeczy automatycznie, bezbłędnie i to ich wyróżnia na tle reszty. Ja też ciężką pracą na treningach chcę do tego dążyć.


- Przed kilkoma dniami zamieniłeś Podlasie na Dolny Śląsk. Długo zastanawiałeś się nad ofertą z Acany Orła?


- Nie zastanawiałem się długo. Kiedy tylko pojawiła się propozycja, to szybko przystąpiłem do rozmów. Odwiedziłem Jelcz-Laskowice z rodzicami oraz dziewczyną, spotkałem się z prezesem oraz trenerami. Ciekawa okolica, sporo kibiców na trybunach, no i Wrocław jest bardzo blisko. Na taką ofertę czekałem już od jakiegoś czasu. Marzyłem o tym, żeby przenieść się do jednego z czołowych klubów w Polsce i w 100-procentach skupić się na grze w futsal. Dla mnie obecnie najważniejsza była możliwość podnoszenia swoich umiejętności oraz sprawdzenia się w walce o medale.


- W zespole z Jelcza-Laskowic na pewno będziesz miał okazję liznąć nieco hiszpańskiego, a i pewnie utrwalić angielski. Będziesz mógł się rozwijać w międzynarodowym towarzystwie.


- Cieszę się, że będę mógł podszkolić swój angielski, a może nawet nauczyć się trochę hiszpańskiego.  O komunikację jestem spokojny, bo przecież będziemy rozmawiać o futsalu. Szatnia Orła przypomina takie futsalowe okno na świat. Wielu obcokrajowców, zawodników, którzy grali w Brazylii, Hiszpanii czy Portugalii, więc będzie kogo podpatrywać i od kogo się uczyć. Wierzę, że ze wszystkimi szybko złapię wspólny język. W dodatku od zawsze uważałem, że zagraniczni zawodnicy podnoszą poziom i atrakcyjność Futsal Ekstraklasy.

 

- Jakie cele stawiasz przed sobą na przyszły sezon? Orzeł na pewno będzie chciał się włączyć do walki  o medale.


- O tych celach nie lubię mówić nigdy głośno, bo wychodzę z założenia, że pewne sprawy potrzebują czasu i spokoju. Nie będę ukrywał, że jeden już udało mi się zrealizować, bo w takich kategoriach rozpatruję przenosiny do mocnego zespołu, jakim jest Acana Orzeł. Wiem, że oczekiwania w Jelcz- Laskowicach są spore i zrobię wszystko, żeby im sprostać. Jakieś kolejne futsalowe marzenia już się pojawiły, ale nie uchylę na razie rąbka tajemnicy.


- Mocno musisz przetasować swoje życie prywatne i zawodowe po przeprowadzce na południe?


- Kończę pisać pracę licencjacką i chciałbym ją obronić we wrześniu. Wtedy mogę spokojnie pojechać na Dolny Śląsk, mając za sobą 3-letnie studia. Już tęsknię za swoimi dzieciakami z APN Hattrick Białystok, bo zajęcia z nimi dawały mi wiele satysfakcji, jako młodemu trenerowi. To wspaniali chłopcy, którzy robią ciągłe postępy i cieszę się, że mogłem ich szkoleić. Na pewno postaram się ich co jakiś czas odwiedzać i robić niespodzianki. W Białymstoku będę musiał też zostawić najbliższą rodzinę, no i dziewczynę, ale w tym aspekcie mamy już wszystko dogadane. Na pewno będą mnie odwiedzać.


- Jak oceniasz poziom sportowy Futsal Ekstraklasy? Grałeś przez wiele sezonów na trawie, możesz na to spojrzeć z nieco innej perspektywy.


- Poziom w Futsal Ekstraklasie cały czas idzie w górę. Przyjeżdżają zawodnicy z zagranicy, którzy sporo potrafią, Rekord rywalizuje w UEFA Futsal Champions League jak równy z równym z najlepszymi, z wielką Barceloną na czele. Rozwijają się trenerzy, kluby starają się działać bardziej profesjonalnie, ale wiele też zależy w tej kwestii od zawodników. Wiele osób niechętnie stawia w 100-procentach na futsal ze względów finansowych. Czasem jednak warto zaryzykować, żeby pójść krok dalej. Przeniosłem się do Acany Orła, żeby stać się zawodowcem i nadal się rozwijać. Innej drogi ku profesjonalizacji nie widzę.

 

Rozmawiał: Rafał Szlaga

Zdj. Słoneczny Stok Białystok