Bartłomiej Nawrat: Większość golkiperów przychodzi do futsalu z dużego boiska

23.03.20Utworzono
/uploads/assets/2266/69291142_3337068852999873_1583889655642718208_o.jpg
Bartłomiej Nawrat to zdaniem wielu ekspertów, jeden z najlepszych bramkarzy w naszym kraju. Etatowy reprezentant Polski pewnie zmierza w barwach Rekordu Bielsko-Biała po kolejny mistrzowski tytuł. Natomiast w międzyczasie szkoli w klubie z Cygańskiego Lasu kolejnych następców Michała Kałuży. Od lat nie schodzi poniżej pewnego, dobrego poziomu, ale w dalekiej przeszłości zdarzały mu się interwencje, które dzisiaj wywołują na jego twarzy już głównie uśmiech, zamiast złości.

- Pamiętasz swój pierwszy mecz w najwyższej klasie rozgrywkowej?

 

- W 2003 roku debiutowałem w barwach Jango Mysłowice. Nie pamiętam z kim, wtedy dokładnie graliśmy, ale kilka rzeczy utkwiło mi w pamięci z tego spotkania. Pierwszym bramkarzem był Łukasz Groszak, a drugim Paweł Dulęba. Paweł nie mógł bronić, ja byłem rezerwowym, więc otrzymałem szansę gry w drugiej odsłonie. Przypominam sobie, że kilka razy miałem okazję interweniować. Najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że nie miałem w ogóle grać w tej potyczce. Na ławce siedziałem w jakiś butach do dresu, to chyba były adidasy i wszedłem w nich później na boisko. Od tej chwili minęło już prawie 17 lat, więc szmat czasu.

 

- Jak oceniasz ten sezon w wykonaniu Rekordu Bielsko-Biała?

 

- Nie spodziewaliśmy się, że w obecnej kampanii będziemy mieli tak dużą przewagę nad resztą stawki praktycznie już na początku rozgrywek. Wiedzieliśmy, że liga może być bardziej wyrównana niż przed rokiem. Mieliśmy robić swoje, wygrywać mecze i uciekać, ponieważ byliśmy prawie pewni, że zespoły z czołówki w starciach między sobą będą gubić punkty. To może brzmieć jak banał, ale kluczowe było patrzenie na siebie i skupianie się na każdym, kolejnym meczu i unikanie wpadek. To nam się udało i na 8. kolejek przed końcem rozgrywek mamy 13 punktów przewagi nad wiceliderem, Constractem Lubawa. To całkiem niezła zaliczka.

 

- W ostatnim ligowym meczu z Gattą Zduńska Wola śliska piłka, po strzale głową, wyślizgnęła Ci się z rąk i złapałeś ją tuż przed linią bramkową. Pamiętasz swojego najbardziej kuriozalnego gola puszczonego w karierze? Bo jeżeli mam być szczery, to rzadko popełniasz błędy.

 

- Pamiętam takiego gola. To był chyba rok 2005, kiedy przywdziewałem już koszulkę zespołu PA Nova Gliwice. Graliśmy wtedy z zespołem z Łodzi i to był mój pierwszy mecz, w którym grałem od pierwszej minuty. Bramkarz przeciwnego zespołu wyrzucił piłkę pod nasze pole karne. Ja chciałem do niej wyjść i ją wybić. Zrobiłem to tak niefortunnie głową, że futsalówka wpadła do naszej bramki i zaliczyłem trafienie samobójcze. Najzabawniejsze było to, że gdybym do tej piłki nie wyszedł to gola by nie było, bo futsalówka nie zmierzała w światło bramki. Teraz się z tego śmieje, bo to było wiele lat temu, ale wtedy do śmiechu mi nie było.

 

- Rafał Krzyśka, kiedyś zaryzykował takie stwierdzenie, że pierwszym w 100-procentach futsalowym golkiperem w Polsce, praktycznie nie skażonym trawą, jest Michał Kałuża. Zgodziłbyś się z takim stwierdzeniem?

 

- Można zaryzykować takie stwierdzenie, ale trzeba zwrócić uwagę na fakt, że Michał dzisiaj ma rocznikowo 22 lata, a przez wiele lat grał w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce, zbierając cenne doświadczenie. Niewielu golkiperów, broniących dzisiaj w Futsal Ekstraklasie może się pochwalić takim osiągnięciem. Kałuża miał styczność z futsalem już w młodym wieku, co pozwoliło mu uniknąć nabycia niektórych trawiastych nawyków. Do tego wszystkiego ma niezłe warunki fizyczne, spore umiejętności, więc to nie jest przypadek, że gra dzisiaj w Hiszpanii. To co go wyróżnia na tle innych to niesamowity spokój i opanowanie na boisku.

 

 

- Uchodzisz w Rekordzie za dobrego nauczyciela. Kałużę wysłałeś w cudzysłowie do Hiszpanii. Teraz rozwijają się u Twojego boku Krzysztof Iwanek i Kacper Burzej. Mają potencjał?

 

- Zarówno Krzysztof i Kacper coś w sobie mają i chcą nadal się rozwijać. Dzisiaj trudno powiedzieć czy będą w stanie dorównać Michałowi, ale takie rzeczy to zawsze wielka niewiadoma. Iwanek dobrze gra nogami, potrafi świetnie wznowić grę ręką i jest niezwykle dynamiczny, ale musi sporo pracować mentalnie nad sobą. Burzej jest odważny i jak na swoją posturę bardzo gibki. Obaj muszą cały czas zbierać doświadczenie, ogrywać się w Futsal Ekstraklasie, bo tylko tak można się rozwijać. Nie mają tak dobrych warunków fizycznych jak Michał, ale to ich nie przekreśla. Obaj dobrze, że sobą współpracują na treningach i przykładnie rywalizują o pozycję w bramkarskiej hierarchii.

 

- Czy każdy golkiper z dużego boiska poradzi sobie w futsalu?

 

- Większość golkiperów nadal przychodzi do futsalu z dużego boiska. Na pewno każdy potrzebuje jakiegoś okresu czasu na adaptację do nowych warunków. Pamiętam ze swojego doświadczenia, że mnie to trochę czasu zajęło, ponieważ ze względu na swój wzrost, miałem początkowo spory problem z bronieniem piłek, które były uderzane mocno, płasko po ziemi. Dzisiaj trawiasta piłka sporo czerpie z futsalu, jeżeli chodzi o trening bramkarski. Zejście w sytuacji jeden na jeden na kolano czy zejście półszpagatem do siadu płotkarskiego. Coraz częściej takie zachowania można zaobserwować u bramkarzy na dużym boisku. Podsumowując, jeżeli ktoś chce przenieść się z trawy do hali to potrzebuje od 6 do 12 miesięcy, żeby w 100 procentach się przestawić.

 

- Od jakiegoś czasu organizujesz campy bramkarskie. Jak one wyglądają? I kto się najczęściej na nie zgłasza?

 

- W campach najczęściej uczestniczą młodzi bramkarze na dorobku. Jest mi trochę przykro, ponieważ w tamtym roku musiałem kilku osobom odmówić z powodu zbyt dużego zainteresowania. Ostatni camp organizowałem razem z Tomaszem Ulfikiem i niestety nie byliśmy w stanie pracować jednocześnie z dwudziestoma osobami. Za każdym razem staramy się szkolić od 8 do 10 golkiperów. Nie stawiamy na ilość, ale na jakość. Chcemy uczestnikom poświęcić jak najwięcej czasu, do każdego podejść w miarę możliwości indywidualnie. Ostatnio mieliśmy przedział wiekowy 17-26 lat, więc są to raczej młodzi golkiperzy. Z doświadczenia wiem, że najlepszy wiek dla bramkarza to przedział 28-34 lata. Wtedy popełnia się najmniej błędów i jest się już w pełni ukształtowanym graczem na tej newralgicznej pozycji. Wielu uczestników ostatniego campu łączy grę w futsal ze studiami lub pracą. Niedawno wielu pytało, kiedy kolejny camp. Planowany był na czerwiec i lipiec, ale na razie trudno powiedzieć czy się odbędzie ze względu na koronawirusa.

 

- Polska dobrymi bramkarzami stoi?

 

- W Polsce nie brakuje golkiperów, którzy potrafią przez kilka lat utrzymać wysoką, stabilną formę. Wiadomo, że niełatwo jest być w formie przez cały rok, bo to prawie 9 miesięcy grania. W tamtym sezonie byłem razem z Michałem Kałużą w komfortowej sytuacji, ponieważ graliśmy w lidze mecze na zmianę. W gorszej sytuacji są bramkarze, którzy muszą bronić od deski do deski prawie całą kampanię. Wtedy często można usłyszeć od niektórych szkoleniowców, że jak broni dobrze to super, a kiedy przychodzi obniżka formy, to mówią, że nie mają w zespole bramkarze. Ja wtedy zawsze tłumaczę, że nie jest łatwo utrzymać równą formę przez cały sezon. Jeżeli zawodnik na tej pozycji jest doświadczony to nie schodzi poniżej pewnego poziomu, ale gorzej to wygląda z młodszymi golkiperami. Oni często bronią nieźle przez jakiś okres, ale później przychodzi dołek formy i pojawiają się błędy. I następnie znowu wzrost formy. Na takie rzeczy trenerzy muszą być przygotowani.

 

Tekst: Rafał Szlaga

Zdjęcie: Rekord Bielsko-Biała