4:3
Środa16.09.2026, 18:00
9:3
Środa16.09.2026, 18:00
4:3
Środa16.09.2026, 18:00
10:0
Środa16.09.2026, 18:00
1:2
Środa16.09.2026, 20:30
5:4
Środa16.09.2026, 20:30
6:1
Środa16.09.2026, 20:30
6:2
Środa16.09.2026, 20:30
Jeśli spojrzeć na dotychczasowe wyniki w tym sezonie, 4. kolejka nie przyniosła zaskakujących rozstrzygnięć. Widzieliśmy więc zacięty hit kolejki, otwartą rywalizację beniaminków, dominację Piasta i niemoc drużyn, które z początkiem sezonu nie radzą sobie najlepiej.
Hit kolejki pomiędzy Texom Eurobusem Przemyśl a Rekordem Bielsko-Biała nie zawiódł i sportowo stał na wysokim poziomie, o czym najlepiej świadczą liczne zmiany prowadzenia i niemała liczba goli. Pierwsi do bramki trafili Bielszczanie. Wicemistrzowie Polski nie pozostawali dłużni – dwa razy znaleźli drogę do bramki Rekordzistów i na moment objęli prowadzenie w pierwszej połowie. Do szatni oba zespoły schodziły jednak przy remisie za sprawą trafienia Edgara Vareli. Bramka dla Rekordu otwarła również drugą część gry, było to jednak ostatnie trafienie dla gości w tym meczu. Następne dwa należały do ekipy z Przemyśla, która mogła świętować zwycięstwo.
TEXOM EUROBUS PRZEMYŚL - REKORD BIELSKO-BIAŁA 4:3 (2:2)
Gallo (11’), Semenchenko (15’), Abakshin (26’), Santos (28’) - Morgato (4’), Varela (17’), Zastawnik (22’)
Niewiele mniej zacięta, choć tylko w pierwszej połowie, była rywalizacja Constractu Olsztyn z Wiarą Lecha Poznań. W tym przypadku Lechici tylko raz zdołali doprowadzić do remisu, jednak ich postawa i pogoń za wynikiem w pierwszej części gry mogła się podobać – Poznaniakom zabrakło jednego trafienia, by odrobić trzybramkową przewagę, jaką gospodarze wywalczyli przed przerwą. Po zmianie stron spotkanie było już jednak zdecydowanie bardziej jednostronne – gole padały już tylko dla ekipy Constractu, i to w liczbie, która pozwoliła odnieść okazałe zwycięstwo. Swoje święto miał również Jakub Raszkowski, który zdobył gole nr 100 i 101 na poziomie Ekstraklasy.
CONSTRACT OLSZTYN - WIARA LECHA POZNAŃ 9:3 (4:3)
Risi (4’), Raszkowski (10’, 25’), Lemos (14’), Mataja (14’, 27’), Tusar (28’), Licznerski (36’), Grubalski (37’) - Cepeda (7’, 15’), Oussama (17’)
Blisko przełamania niekorzystnego trendu z początku sezonu byli zawodnicy We-Met FC Gminy Sierakowice, którzy udali się w delegację do Świecia. Co prawda to Pantery jako pierwsze objęły prowadzenie, i to już w 19. sekundzie meczu, jednak dwa trafienia gości sprawiły, że przed przerwą to oni byli na prowadzeniu. Po zmianie stron sytuacja była podobna – najpierw trafienie ekipy ze Świecia, potem ponowne prowadzenie Dumy Kaszub. Końcówka należała jednak do gospodarzy, którzy najpierw wyrównali na trochę ponad 5 minut przed końcem, a potem, już w 40. minucie spotkania, objęli prowadzenie, które pozwoliło Panterom zainkasować trzecie zwycięstwo w sezonie.
FUTSAL ŚWIECIE - WE-MET FC GMINA SIERAKOWICE 4:3 (1:2)
Inacio (1’), Dibrova (28’), Davidson (35’), Bujan (40’) - Amokachy (9’, 29’), Vardejo (15’)
Najbardziej jednostronnym starciem tej kolejki była derbowa rywalizacja pomiędzy Piastem Gliwice a AZS-em UŚ Katowice. Mistrzowie Polski ponownie pokazali, jak groźni są w kwestii zdobywania goli i jak skuteczni w obronie dostępu do własnej bramki. Po raz pierwszy – i to trzykrotnie – na listę strzelców po transferze do gliwickiej drużyny wpisał się Jason Garcia Gual, a cała drużyna wyśrubowała jeszcze bardziej i tak imponujący bilans bramek, który wynosi obecnie 32:2. Akademicy doznali pierwszej porażki w sezonie – nie zmienia to faktu, że początek rozgrywek mogą zaliczyć do udanych.
PIAST GLIWICE - AZS UŚ KATOWICE 10:0 (3:0)
Gual (12’, 13’, 22’), Pegacha (13’), Panes (26’, 29’), Szadurski (29’), Dill (32’), Lazzaretti (33’), Kubik [sam.] (39’)
Zacięte spotkanie z małą liczbą bramek oglądać mogliśmy w Toruniu, gdzie miejscowy FC Reiter mierzył się z Jaxan WKS Śląskiem Wrocław. Reprezentanci Miasta Pierników objęli prowadzenie w pierwszej połowie za sprawą trafienia Patryka Szczepaniaka, dzięki czemu na przerwę schodzili prowadząc w meczu. Druga część gry należała już jednak do Wrocławian, którzy dwa razy znaleźli drogę do toruńskiej bramki. Zawodnicy Śląska ponownie udowodnili, że napędzają się w tym sezonie z kolejki na kolejkę, a ich celem jest miejsce w czołowej ósemce.
FC REITER TORUŃ - JAXAN WKS ŚLĄSK WROCŁAW 1:2 (1:0)
Szczepaniak (13’) - Fininho (25’), Claudio (30’)
Porywające spotkanie w ciągłym kontakcie bramkowym zapewnili nam zawodnicy BSF ABJ Bochnia i Enei Red Dragons Pniewy. Goście z Wielkopolski byli kilkakrotnie na prowadzeniu i naprawdę niewiele zabrakło, by to w Mieście Soli wywalczyć pierwszą w tym sezonie zdobycz punktową. Ekipa BSF-u nie pozostawała jednak dłużna na trafienia gości – trzykrotnie doprowadzała do remisu. W końcówce spotkania role się odwróciły – gospodarze po raz pierwszy wyszli na prowadzenie w 38. minucie spotkania, półtorej minuty później Czerwone Smoki wyrównały, jednak nie starczyło im czasu, by odpowiedzieć na kolejne trafienie Mateusza Prokopa, który ustalił wynik meczu na 26 sekund przed jego końcem. Pniewianie pozostają bez punktów w tym sezonie, jednak woli walki z pewnością nie można im odmówić.
BSF ABJ BOCHNIA - ENEA RED DRAGONS PNIEWY 5:4 (1:2)
Cabalceta (11’), Prokop (21’, 40’), Przybył (30’), Kunnas 38’ - Błaszyk (9’), Toloza (20’), Kozak (21’), Ramirez (40’)
Trudny początek sezonu dla ekipy GI Malepszy Leszno trwa dalej, co bezwzględnie wykorzystała Legia Warszawa podczas meczu w stolicy. Wojskowi objęli prowadzenie po pięknym trafieniu Matheusa Correi, które padło po niespełna 6 minutach gry. Szybka odpowiedź Leszczynian mogła zwiastować wyrównane spotkanie. Tak się jednak nie stało – gospodarze jeszcze przed przerwą ponownie objęli prowadzenie, a po zmianie stron już tylko oni wpisywali się na listę strzelców. Jedyne trafienie dla gości zdobył Rajmund Siecla, dla którego było to setne trafienie na ekstraklasowym poziomie. Po stronie Legionistów swoje dwa debiutanckie gole zdobył Miłosz Nowakowski.
LEGIA WARSZAWA - GI MALEPSZY LESZNO 6:1 (2:1)
Correia (6’), Lutai (15’), Nowakowski (23’, 24’), Zmijiwski (27’, 39’) - Siecla (7’)
Pierwsza połowa rywalizacji drużyn z Białegostoku i Kazimierzy Wielkiej należała do KKF-u, którzy do szatni schodzili prowadząc 2:1. Gdyby goście ze Świętokrzyskiego wykorzystali dwa przedłużone rzuty karne, ich prowadzenie w pierwszych 20 minutach byłoby jeszcze okazalsze. W drugiej części gry ponownie objawiła się największa bolączka Byków z tego sezonu – końcówki spotkań zupełnie im nie wychodzą. Jaga wyrównała w 27. minucie i długo utrzymywał się remis. Od 37. minuty zaczął się jednak festiwal bramek w wykonaniu gospodarzy, którzy w tym czasie czterokrotnie umieścili piłkę w siatce, czym zapewnili sobie pierwsze punkty w tym sezonie.
JAGIELLONIA BIAŁYSTOK - KKF MOTUS KAZIMIERZA WIELKA 6:2 (1:2)
Vargas (4’, 37’, 40’), Skiepko (27’), Kolesnykov (39’), Papagaio (39’) - Motlis (2’, 16’)