4:1
Piątek18.09.2026, 20:00
4:3
Sobota19.09.2026, 18:00
3:0
Sobota19.09.2026, 18:00
0:7
Sobota19.09.2026, 20:00
4:3
Sobota19.09.2026, 20:00
1:6
Niedziela20.09.2026, 16:00
3:2
Niedziela20.09.2026, 17:00
2:2
Niedziela20.09.2026, 18:00
Trzy dni grania w ramach 5. kolejki zamknęły nam pierwszy, trwający od 12 września, futsalowy festiwal w tym sezonie. Rozgrywki weszły na wysokie obroty, zespoły łapią zgranie, a co za tym idzie, coraz więcej można powiedzieć o grze poszczególnych drużyn.
Meczem otwarcia tej serii gier było starcie Wiary Lecha Poznań z Futsalem Świecie. Poznaniacy zdecydowanie zdominowali gości w pierwszej połowie – cztery bramki, które w niej zdobyli, okazały się wystarczające do pokonania świeckich Panter. Na nieszczęście dla Lechitów tuż przed przerwą czerwoną kartką został ukarany Uriel Cepeda, najskuteczniejszy zawodnik poznańskiej drużyny (od początku sezonu – 5 goli i 2 asysty), co wydatnie osłabiło grę Wiary Lecha. W drugiej połowie bramek było zdecydowanie mniej – na listę strzelców w jej końcówce wpisał się jedynie Davidson Silva, zdobywając honorową bramkę dla gości.
WIARA LECHA POZNAŃ - FUTSAL ŚWIECIE 4:1 (4:0)
Cepeda (14’, 17’), Rykaczewski 15’, Oussama (17’) - Davidson (39’)
Akademicy wrócili do wygrywania za sprawą zaciętego meczu z FC Reiter Toruń. Co prawda Torunianie ani razu nie objęli prowadzenia w meczu z AZS-em, ale dwukrotnie doprowadzali do wyrównania, a w całym spotkaniu częściej atakowali i oddali więcej strzałów. Katowiczanie byli jednak skuteczniejsi. Dzięki temu i przedłużonemu rzutowi karnemu na minutę przed końcem meczu pierwszy raz w tym spotkaniu wywalczyli dwubramkową przewagę. FC Reiter za sprawą trafienia Guille zdołał jeszcze złapać kontakt na 41 sekund przed końcem rywalizacji, jednak na trzecie wyrównanie nie starczyło czasu i mecz zakończył się zwycięstwem gospodarzy, którzy zajmują obecnie 5. miejsce w tabeli.
AZS UŚ KATOWICE - FC REITER TORUŃ 4:3 (1:0)
Twarkowski (2’), Śmiałkowski (30’), Wilk (35’), Bugański (40’) - Spychalski (24’), Guille (33’, 40’)
Do wygrywania po dwóch spotkaniach przerwy wróciła również drużyna Rekordu Bielsko-Biała, która mierzyła się we własnej hali z BSF ABJ Bochnią. Przed kolejką wyżej w tabeli byli goście, jednak zabójcze początki połów i końcówka pierwszej części gry pozwoliły podopiecznym Chusa Lópeza wskoczyć na 6. miejsce w ekstraklasowej klasyfikacji. Rekordziści w sobotę byli bezwzględni w wykorzystywaniu stałych fragmentów gry. Pierwsze trafienie Pawła Budniaka padło z rzutu wolnego, a dublet kapitan miejscowych skompletował po rzucie karnym z 20. minuty. Wynik ustalił Romada, który zmylił bramkarza gości, zmieniając kierunek lotu piłki uderzonej po zagraniu z rzutu rożnego. Przy braku bramkowej odpowiedzi ze strony BSF-u Bielszczanie mogli świętować zwycięstwo z czystym kontem.
REKORD BIELSKO-BIAŁA - BSF ABJ BOCHNIA 3:0 (2:0)
Budniak (1’, 20’), Romada (21’)
Ciekawe i wyrównane spotkanie mogliśmy w ten weekend oglądać w leszczyńskiej hali Trapez, gdzie GI Malepszy mierzył się z Jagiellonią Białystok, a najlepszym na to dowodem jest fakt, że ostateczny wynik poznaliśmy dopiero na dwie sekundy przed końcem meczu. Dla miejscowych najważniejsze było jednak co innego – gol z 40. minuty zapewnił bowiem podopiecznym Sérgio Nevesa pierwsze zwycięstwo w sezonie. I choć ponownie widoczna była największa bolączka leszczyńskiej drużyny, czyli nieskuteczność w wykorzystywaniu wykreowanych sytuacji, to woli walki do samego końca GI Malepszy odmówić nie można – przy poprawie skuteczności waleczność ta będzie jeszcze większym atutem w dalszej części sezonu. Poza ekscytującym przebiegiem ciekawie wygląda również lista strzelców – na siedem goli aż trzy zostały sklasyfikowane jako samobójcze.
GI MALEPSZY LESZNO - JAGIELLONIA BIAŁYSTOK 4:3 (2:2)
Yelishev (12’), Lisowski (20’), Kolesnykov* (33’, 40’) - Neme (15’, 26’), Udris* (17’)
Bezwzględny i często bezbłędny pozostaje Piast Gliwice, który w ramach 5. kolejki mierzył się na wyjeździe z KKF-em Motus Kazimierzą Wielką. Mistrzowie Polski ponownie pokazali klasę, wygrali wysoko i – co ważne – na zero z tyłu. Gliwiczanie na początku sezonu są potwornie skuteczni – zdobyli 39 bramek, tracąc przy tym tylko dwie. Zwycięstwem nad Bykami Piast przedłużył serię wygranych trwającą od początku sezonu, co w połączeniu ze wspomnianym bilansem skutkuje pierwszym miejscem w tabeli. Porażka z Mistrzem Polski nie jest zaskoczeniem, jednak należy odnotować, że ekipa z Kazimierzy Wielkiej pozostaje jedną z dwóch drużyn bez punktu w tym sezonie.
KKF MOTUS KAZIMIERZA WIELKA - PIAST GLIWICE 0:7 (0:5)
Panes (3’), Spellanzon (4’), Korpela (11’), Martyna* (12’), Lazzaretti (16’), Pegacha (22’), Dill (39’)
Drugą z drużyn bez punktu pozostają Czerwone Smoki i na wstępie należy zaznaczyć, że w spotkaniu 5. kolejki o przełamanie było niełatwo – do Pniew przyjechała bowiem druga drużyna ligi. Constract Olsztynm, bo o nim mowa, notuje fenomenalny początek sezonu – po tej serii gier, obok Piasta, jest jedną z dwóch ekip, które niezachwianie idą od zwycięstwa do zwycięstwa. Niedzielne spotkanie Konstruktorzy ustawili już w pierwszej połowie, gdy wywalczyli trzybramkową przewagę. Swój dorobek bramkowy goście podwoili po zmianie stron. W końcówce drugiej części gry padł również jedyny, honorowy gol dla gospodarzy.
ENEA RED DRAGONS PNIEWY - CONSTRACT OLSZTYN 1:6 (0:3)
Knizs (37’) - Risi (5’), Helder (9’, 14’), Mataja (24’), Lemos (35’), Sendlewski (39’).
Przełamanie niekorzystnej serii wywalczyli również zawodnicy We-Met FC Gminy Sierakowice, którzy o ligowe punkty walczyli z warszawską Legią. Rywalizacja była wyrównana, a w pierwszej połowie nie padła ani jedna bramka. Zmieniło się to tuż po przerwie, gdy Duma Kaszub zaczęła budować przewagę, która w jej szczytowym momencie wynosiła trzy bramki. Legioniści długo nie mogli znaleźć sposobu na pokonanie Morykyshki, a po raz pierwszy udało im się to dopiero na niespełna dwie i pół minuty przed końcem meczu. Niebezpiecznie dla gospodarzy zrobiło się pod koniec 39. minuty, gdy ekipa ze stolicy złapała kontakt, jednak Wojskowym nie starczyło czasu na wyrównanie. Na domiar złego dla gości na 15 sekund przed końcem spotkania bezpośrednią czerwoną kartkę zobaczył Jarosław Zmijiwski.
WE-MET FC GMINA SIERAKOWICE - LEGIA WARSZAWA 3:2 (0:0)
Muryn (21’), Madziąg (24’), Rui Pinto* (33’) - Zmijiwski (38’), Rui Pinto (39’)
Kolejkę zamknął jej hit, czyli rywalizacja pomiędzy Jaxan WKS-em Śląskiem Wrocław a Eurobusem Przemyśl. Po bezbramkowej pierwszej połowie gospodarze skutecznie wzięli się do pracy po zmianie stron i po 10 minutach drugiej części gry byli na dwubramkowym prowadzeniu. Wicemistrzowie Polski nie mają jednak w zwyczaju składania broni i w końcówce spotkania poprawili to, co w całym jego przebiegu było ich największym problemem – skuteczność. Patrząc bowiem na statystyki, można pomyśleć, że Eurobus to spotkanie zdecydowanie wygrał, czego przykładem niech będą strzały celne – 7 w wykonaniu Wrocławian, 30 w wykonaniu gości. Strzelecka niemoc gości połączona ze świetną grą w obronie Śląska długo dawała WKS-owi 3 punkty, jednak po złapaniu kontaktu w 33. minucie Eurobus doprowadził do wyrównania na trochę ponad minutę przed końcem meczu.
JAXAN WKS ŚLĄSK WROCŁAW - TEXOM EUROBUS PRZEMYŚL 2:2 (0:0)
Tumkiewicz (25’), Claudio (30’) - Cecilio (34’), Juanqui (39’)